Jak Gromyko poznał jogę

Magazyn Życie 14 czerwca 2002

 

alt

Indra Devi, a właściwie Eugenia Peterson, nazwana została feministką
w prefiministycznych czasach. Była też niezwykle odważna: jej pasją były podróże
w "miejsca niemożliwe".

Jak to się stało, że joga podbiła świat cywilizacji Zachodu? Dokonała tego jedna kobieta, bynajmniej nie Hinduska.
Maciej Nowicki

Indra Devi miała zadziwiające życie. Jako pierwsza kobieta Zachodu studiowała jogę w Indiach. Potem zaraziła swą pasją miliony ludzi na kilku kontynentach - od Chin po USA, od Meksyku po Związek Sowiecki. Zwana pierwszą damą jogi, była niezwykle aktywna niemal do chwili swej śmierci w Buenos Aires, pod koniec kwietnia tego roku.

Eugenia zmienia się w Indrę

Urodziła się jako Eugenia Peterson 12 maja 1899 roku w Rydze. Jej matka pochodziła z rosyjskiej arystokracji, natomiast ojciec, obywatel Szwecji, był dyrektorem banku. W młodości Eugenia uczęszczała do szkoły dramatycznej w Moskwie. Ale już wkrótce wybuchła rewolucja i wraz z matką musiała uciekać do Berlina. Tam zatrudniła się - jako aktorka i tancerka - do jednego z objazdowych teatrów rosyjskich. Zwiedziła większość europejskich stolic. W Holandii usłyszała wykład indyjskiego myśliciela religijnego Jiddu Krishnamurti, co wywarło na niej ogromne wrażenie. To sprawiło, że zaczęła marzyć o podróży do Indii.

Wyruszyła tam w roku 1927. W świątyniach południa uczyła się obrzędowych tańców. Z Eugenii Peterson przemieniła się w Indrę Devi (przybrała imię Indra, ponieważ tak miała na imię córka Jawahariala Nehru, jednego z jej słynnych indyjskich znajomych: chodzi oczywiście o późniejszą premier Indii, Indirę Gandhi). I pod tym nowym nazwiskiem zaczęła robić karierę w indyjskiej kinematografii - zagrała główne role w kilku filmach. W roku 1930 poznała Jana Strakaty'ego, attache handlowego konsulatu Czechosłowacji, który został jej pierwszym mężem. To właśnieStrakaty przedstawił ją maharadży i maharani miasta Mysore w południowych Indiach.

Kobieta nie może uczyć się jogi

Było to być może najważniejsze wydarzenie w życiu tej zadziwiającej kobiety. Władcy Mysore byli bowiem entuzjastami jogi. W ich wspaniałym pałacu nauczał Sri Krishnamacharya, wielki mistrz współczesnej jogi.
Posiadł wielką wiedzę w dziedzinach religii, logiki, filologii, muzyki. Podróżował po kraju, wygłaszając odczyty i dając różnorodne pokazy. Był przekonany, że aby przywrócić jogę swym przodkom, trzeba najpierw przykuć ich uwagę. Jednym z jego najważniejszych argumentów były tzw. siddhis, czyli nadnaturalne zdolności fizyczne, nabyte dzięki długiej praktyce jogi. Zatrzymywał samochody siłą swoich rąk, wyginał członki w niemożliwy dla zwykłych śmiertelników sposób, unosił wielkie ciężary w zębach. Stał się naprawdę sławny, kiedy udało mu się wstrzymać bicie własnego serca na dwie minuty. Ale mimo to był bardzo biedny. W roku 1931 Krishnamacharya został poproszony przez rodzinę maharadżów Mysore, aby zechciał nauczać na założonym przez nich Sanskrit College. Miał dobrą płacę i cały swój czas mógł odtąd poświęcić praktyce jogi. Nieszczęście zaczęło się od niego odwracać. Jednak Krishnamacharya był tak niebywale wymagający, że jego uczniowie bez przerwy uskarżali się maharadży i prosili o usunięcie go ze szkoły. Wtedy maharadża, który podziwiał tego surowego człowieka, złożył mu nową propozycję - postanowił, że część jego pałacu zostanie przemieniona w szkołę, w której Sri Krishnamacharya będzie nauczał wyłącznie własnych metod jogi. Krishnamacharya oczywiście podjął wyzwanie. I starał się przekonać do jogi niemal wszystkich - brytyjskich żołnierzy, muzułmańskich maharadżów i innych mieszkańców wszelkich wyznań. Niewiele obchodziły go klasowe czy kastowe różnice. Jedno tylko wydawało mu sia­nie do wyobrażenia - że kiedykolwiek będzie uczyć kobietę.

Odstawić rzeczy z puszki

Indra Devi zainteresowała się jogą jeszcze przed laty, czytając książkę na ten temat wydaną w języku rosyjskim. Gdy później jej serce zaczęło szwankować, doszła do wniosku, że to właśnie joga może jej pomóc.
Gdy Devi poprosiła jogina o nauki, Krishnamacharya bez zastanowienia odrzucił prośbę: kobieta nie ma czego szukać w jego szkole! Pomogło dopiero wstawiennictwo maharadży. Krishnamacharya ciągle jednak miał skrytą nadzieję, że jego niechciana uczennica po kilku dniach zrezygnuje: - Był wobec mnie bardzo ostry. Miał nadzieję, że nie wytrzymam narzuconego mi reżimu - wspominała potem Devi. Ale to nic nie dało. Mimo że jej mąż wyjechał na następną placówkę - do Szanghaju - Devi postanowiła zostać jeszcze przez rok w Indiach i za wszelką cenę studiować jogę.

Krishnamacharya zażądał, aby na zawsze porzuciła kawę, herbatę, rafinowany cukier, białą mąkę i biały ryż. Oraz wszystko, co sprzedawane jest w puszkach czy butelkach. A także mięso. Na dodatek, jeśli chodzi o warzywa, mogła spożywać wyłącznie te ich części, które wyrastały ponad powierzchnię ziemi. Zbawienne rezultaty praktykowania jogi dla jej zdrowia stały się oczywiste, gdy przekroczyła czterdziestkę. Zmarszczki zdawały się znikać jedna po drugiej, a skóra odzyskiwała młodzieńczą sprężystość. Codziennie budziła się w szampańskim wręcz humorze.

W Mysore wstawała o świcie, brała letnią kąpiel i bezzwłocznie oddawała się ćwiczeniom jogi. Potem była medytacja poranna i południowa, a po południu znowu ćwiczenia. Kładła się spać punktualnie o 21:30

Krishnamacharya osobiście uczył Devi technik oddychania. Przekonał się do swojej upartej uczennicy. Stawał się dla niej coraz łagodniejszy. Pewnego dnia oświadczył, że pragnie, aby ona także została nauczycielem jogi.

Klasa więzienna z Szanghaju

Kiedy pod koniec lat 30. wyruszyła do Szanghaju, postanowiła otworzyć tam własną szkołę. Gorąco sprzeciwiał się temu jej mąż - uważał fen pomysł nie tylko za absurdalny, ale wręcz za niebezpieczny. Był przekonany, że nie spodoba się to Japończykom, którzy okupowali miasto od 1937 roku. A jednaks się udało-szkoła jogi, która powstała w lutym 1939 roku, już wkrótce liczyła 70 uczniów. Lekcje odbywały się m.in. w domu żony Czang Kaj-szeka. Potem, w hotelu Metropol, Devi miała także tzw. „klasę więzienną", na którą składali się pracownicy amerykańskiego konsulatu w Szanghaju, których Japończycy internowali podczas II wojny światowej. Devi wspominała potem, że ci, którzy przedtem unikali jogi jak ognia, w czasie internowania praktykowali ją z niebywałym zapałem.

Zaraz po wojnie jej mąż wyjechał do Czechosłowacji, gdzie wkrótce zmarł. Devi na rok wróciła do Indii, gdzie uczyła jogi - była nie tylko pierwszą kobietą, ale także pierwszym człowiekiem Zachodu, który robił to w ojczyźnie tej starodawnej wiedzy. Napisała także książkę poświęconą jodze - również pierwszą książkę na ten temat wydaną przez Europejczyka w Indiach. Potem bawiła w Szanghaju: sprzedała wszystko, co miała i wyruszyła na pokładzie statku do Stanów Zjednoczonych. Wkrótce stała się „ambasadorem jogi" w tym kraju. Swanson i Menuhin Gdy w roku 1893 Vivekananda, mistrz współczesnej jogi, odwiedził USA, napisał m.in • „Ameryka - to słowo oznacza miejsce, ludzi i wielką szansę dla wszystkiego, co nowe". „Nowe" oznaczało dla niego m.in. właśnie tę starożytną indyjską wiedzę, dotąd niemal nieznaną w Ameryce. Dlaczego więc joga nie była popularna w tym kraju, jeszcze w pół wieku później, przed przyjazdem Indry Devi? Dlatego, że przez długie lata ta starożytna wiedza importowana była do Stanów głównie jako swoista filozofia - chodziło o takie jej odmiany, gdzie ćwiczeniom fizycznym poświęcano minimum uwagi - a więc mogła interesować tylko wąskie elity. A również dlatego, że na początku lat 20. amerykański urząd migracyjny wprowadził nowe regulacje, które bardzo ograniczyły osiedlanie się Hindusów w Stanach (zmieniło się to dopiero w połowie lat 60.). W roku 1947 Devi otworzyła szkołę jogi w Hollywood. Był to strzał w dziesiątkę. Jej uczniami zostali m.in. Greta Garbo, Robert Ryan czy Gloria Swanson. Wielki sukces nowego przedsięwzięcia wynikał nie tylko z godnej podziwu przedsiębiorczości łotewskiej jogini. Gwiazdy zdały sobie natychmiast sprawę ze zbawiennego wpływu jogi na zdrowie i na młody wygląd (i zdają sobie sprawę do dzisiaj - do najgorętszych jej zwolenników należą Madonna, Meg Ryan, Ricky Martin). Oczywiście te fascynacje gwiazd jogą przyczyniły się do rozreklamowania tej praktyki w całych Stanah. Gloria Swanson podczas wszystkich telewizyjnych występów zachęcała do uprawiania jogi. Yehudi Menuhin, kolejny sławny uczeń Devi, pojawił się na zdjęciu w wydawanym w kilkumilionowym nakładzie magazynie „Life", wykonując pozycję lotosu. Nawet samYehudi Menuhin, najwybitniejszy wirtuoz skrzypiec (stoi na głowie) zaraził się od Indy Devi pasją do jogi. To zdjęcie, jako jedno z wielu, ukazało sie w lutym 1953 r. w magazynie Life w kilkumilionowym nakładzie. W drugiej połowie lat 40. Devi miała w USA tysiące uczniów, wykształciła też setki nauczycieli. Powszechną modę na jogę w Stanach zapoczątkował jednak dopiero Richard Hittieman. O ile Devi uczyła, pisała książki czy występowała z odczytami, Hittieman posłużył się znacznie potężniejszym medium - telewizją. Od roku 1961 Amerykanie zaczęli masowo ćwiczyć przed ekranami swoich odbiorników. Kolejny etap w historii ekspansji jogi na Zachód to oczywiście era hipisowska. Jednym z najbardziej emblematycznych wydarzeń tamtych czasów była wizyta Beatlesów w roku 1996 u Maharishiego MaheshaJogina i mistrza medytacji. W trzy lata później to właśnie jeden zjoginów otworzył festiwal w Woodstock. W tamtych czasach joga na Zachodzie zaczęła być w większym stopniu kojarzona z parareligijną medytacją niż zdrową dla ciała gimnastyką. Podobny zwrot nastąpił zresztą u samej Devi - w połowie lat 60. opracowała ona nowy styl jogi, zwany Sai yoga. Wtedy to jej lekcje zaczęły przypominać „coś na kształt modlitwy, swoiste doświadczenie religijne, połączone z serią standardowych pozycji jogi" - wspomina Fernando Pages Ruiz, pisarz i dziennikarz „Yoga Journal". Joga wchodzi na Kreml Po USA stanęły przed Devi nowe wyzwania. W latach 50., wraz ze swym nowym mężem, lekarzem Siegfiriedem Knauerem, przeniosła się do Meksyku, gdzie także udało się jej rozpropagować jogę. W roku 1960 pojawiła się na pierwszych stronach gazet z całego świata. Ówczesny ambasador Indii w Związku Radzieckim pomógł jej zorganizować konferencję prasową w Moskwie. Wtedy to, w obecności Aleksieja Kosygina, wtedy wicepremiera ZSRR, Andrieja Gromyki, wszechpotężnego ministra spraw zagranicznych oraz Anastasa Mikojana, kolejnego wicepremiera oraz innych partyjnych oficjeli, Devi zaczęła zachwalać dobrodziejstwa jogi. Ponieważ zdołała przekonać obecnych, że joga nie jest religią, Sowieci zgodzili się znieść zakaz jej uprawiania na terenie swego państwa. Odtąd Devi znana była także jako „kobieta, która wprowadziła jogę na Kreml", Gdy miała 84 lata, wybrała się po raz pierwszy do Argentyny, gdzie spotkała miejscową gwiazdę rocka, Piero. Piero znał książki Devi: był nimi zafascynowany i poprosił, aby zgodziła się zostać jego „duchową matką". Wkrótce potem założył stowarzyszenie „Buenos Ondas" (Dobre Wibracje), której członkowie odwiedzali szpitale i więzienia, gdzie uczyli technik medytacyjnych. Wtedy to właśnie Devi postanowiła zamieszkać na stałe w Argentynie i tam uczyć jogi. Wkrótce po jej przyjeździe, w roku 1985, powstało 6 szkół, w których nauki pobierało kilka tysięcy osób. Devi stała się jedną z symbolicznych postaci Argentyny. Jej setne urodziny świętowało ponad 3 tysiące osób, od sąsiadów z dzielnicy po prezydenta Argentyny Carlosa Menema. Niemal do samego końca wykonywała wiele skomplikowanych ćwiczeń, np. bez trudu stawała na.głowie. Na krótko przed śmiercią ukończyła swą ostatnią książkę - „Yoga For You". Ukazała się w maju - Indra Devi obchodziłaby wówczas swoje 103. urodziny. • Magazyn Życie 14 czerwca 2002


1000 Zostało znaków